przez Agatt w Pon Sie 27, 2007 12:18 am
Z grami RPG zetknąłem sie sporo lat temu, w roku 93 za sprawa pewnych pisemek o nazwie Magia i Miecz oraz Złoty Smok. (oba zdaje sie juz nie istnieja).
Poczatkowym systemem w ktorym gralismy były niedopracowane Krysztaly Czasu, bedace zbitkiem roznych systemow w szczegolnosci AD&D, ale porazajace rozmachem i roznorodnoscia swiata.
To przestalo nam wystarczac, wiec pojawily sie systemy po angielsku, kserowane i drukowane tam skads.
Z takich ktore do tej pory gdzies mam w segregatorach i w ktore gralismy namietnie to Pendragon (czasy króla Artura), Gurps (w zasadzie szkielet systemu, bez opisanego swiata, NPC czy potworow, zreszta sama nazwa nam o tym mowi: Generic Universal Role Playing System) oraz Star Wars stara wersja oparta na kostce 6-cio sciennej (obecnie kroluje wersja d20).
Wraz z wyjsciem Warhammera po polsku wzielismy sie za tamten system. I to wydanie konczy niejako pewien etap. To ja moze przedstawie pokrotce czym i gdzie sie paralem.
W Krysztaly Czasu, gralem najdluzej elfami: Łowca-Zabojca (Edrillean) i Kapłanem-Zabojca (Allador z Tagary Szarej, kaplan Sharami, boginii zywiołow ognia i powietrza). Byłem takze Mistrzem Gry (osoba ktora rezyseruje i pisze scenariusz opowiadanej historii w ktorej uczestnicza postacie graczy).
Pendragon byl smieszny, bo zaden z grajacych (poza moim bratem) nigdy nie dochłapał sie statusu rycerza i oficjalnego pasowania, wiec bylismy w zasadzie zbieraniana roznej masci raubritterow-giermkow, czekajacych tylko na okazje zeby sie czyms wsławic. No i byl jeszcze sir Julian (moj brat). Ogolnie cala druzyna jak i MG skladala sie z jego kumpli z klasy, zazdroscili mu troche tego rycerza i czasem pojawialy sie rozne docinki. Z takich ktora najbardziej zapadla mi w pamiec to ktos napisal mu w liceum na oparciu krzesla:
Ser Julian 20 tys/kg
Gurpsa glownie prowadzilem w swiecie opartym na powiesciach Stephena Lawheada (Taliesin, Merlin, Artur, Pendragon, Graal). Potem jakis czas gralismy w swiecie z powiesci Sapkowskiego.
W Star Wars gralem raczej krotko, drugim pilotem-mechanikiem mysliwca.
Mniej wiecej czas wyjscia Warhammera zbiegl sie z pewna popularyzja RPG w moim rodzinnym miescie, Kielcach. Jakimis sposobami wkrecilem sie w kluby zrzeszajace graczy. Poczatkowo Avatar w Kieleckim WDK, pozniej Loch, majacy oficjalna siedzibe w Pałacyku Zielinskich, ale sesje odbywaly sie zwykle w parku, w okolicach muszli koncertowej.
Loch otworzyl mi oczy na kupe innych systemow ktorych nie znalem. (spotykali sie gracze i Mistrzowie Gry, mistrzowie oznajmiali jakie systemy prowadza, gracze w co chca grac i tak sie jakos krecilo, kazdy znalazl cos dla siebie).
Gralo sie głownie w Krysztaly Czasu, ale prowadzone byly takze systemy autorskie (jak np. Wieczna Wojna, w ktorej gra sie soba, przeniesionym nagle do innej epoki, i ma sie przy sobie tylko to co sie zwykle ze soba nosi; system ktorego nazwy nie pamietam, ale gralo sie diabłami-demonami, kazdy miał jakas wybrana przez siebie na poczatku orginalna moc, tylko jedna, no i Lucyfer dawal zadania :/ ).
Inne systemy z ktorymi sie w tamtym czasie zetknalem i troche pogralem to Zew Cthulhu (gralem glownie w czasach wspolczesnych - prywatnym detektywem, moj brat wraz ze swoja druzyna grali 1920, czyli retro), Cyberpunk, poczatkowo wersje angielskie, potem juz polskie, grałem Nomadem (osoba przemierzajaca szosy i ulice wraz ze swoja zmotoryzowana rodzina), cala reszta grala wlasnie Technikami Medycznymi, albo Solosami (Solo = Wojownik, Najemnik). Prowadzono takze Warhammera i po tym pozostala mi nawet ksywka, po postaci ktorej mi juz nikt nigdzie nie chce dopuszczac Robert 'Raven' Drake, czlowiek zaczynajacy swoja kariere od cyrku, przez profesje mocno wojownicze: hersztow banitow, kapitanow najemnikow, szampierza, zabojce, zwadzce, na stare lata osiadlego w profesjach podstawowych, ktorych ukonczylem 28. Postac posiadala swoja bardzo bogata historie, kodeks, tło, przyjaciol, sprzet i tak dalej. No i byla dosc trudna do zabicia.
W Młotka gralem tez conieco elfim lucznikiem, zabojca. Głownie trafialem na druzyny ktorych trzon stanowily krasnoludy, wiec bywalo wesolo - nie dla wszystkich rzecz jasna.
Gralem tez jedna czy dwie sesje w Toona (gra sie postaciami z kreskowek) i Amber (wzorowany na swiecie z cyklu Rogera Zelaznego)
Jakis czas pozniej pojawil sie boom na systemy karciany, sporo osob zaczelo sie tym bawic, ja w miedzy czasie wkrecilem sie w RPG na zywo, czyli tzw LARPy, odbywajace sie zwykle na roznej masci konwentach (warunkiem uczestnictwa bylo posiadanie stroju z epoki, badz stylizowanego). Troszeczke zaczalem odchodzic od RPG wlasciwego gdy pojawil sie Wampir. Poczatkowo angielski, pozniej juz coraz bardziej polski, zaczal nas wciagac przerazliwie. Moja pierwsza postac to Gangrel byl (klan wampirzy silnie zwiazany z natura, zwierzetami...) niestety trafilalem na zle druzayny i zlych Mistrzow Gry, ktorzy prowadzili głownie Krysztaly Czasu w konwencji Wampira, czyli zabic tamtego, znalesc to, nie dac sie zabic tym, złapac tamtych, przezyc tu. Totalna bzdura, wtedy zrazilem sie kompletnie do grania postacia fizyczna (Gangrel to raczej miesniak, chociaz niekoniecznie). Moim nastepnym wyborem byl Tremere (klan wampirzych magow, stale knujacych plan przejecia wladzy w strukturach Camarilli), ktorym gralem tylko u jednego Mistrza Gry w stalym i niezmieniajacym sie skladzie i ciagnelismy ostra intryge polityczno-mafijna (postac nazywala sie Richard Garrison) oraz Nosferatu (zdegenerowany fizycznie- no brzydki poprostu, mistrz zdobywania i przekazywania informacji, o artystycznej duszy i filozoficznym podejsciu do swej egzystencji, zwalem sie Zhaar)
Potem powychodzily inne systemy White Wolfa: Wilkołak, Mag, Duch... Szerzej wciagnal mnie Mag, ale nigdy nie dane bylo mi znalesc druzyny znajacej ten system. Gralem za to w Wilkołaka Bastetem (kotołakiem, konkretnie kuguarem)
Potem zajalem sie nauka, jakos przestalem miec czas na cokolwiek. jakos wtedy pojawil sie u nas w Kielcach pomysl zrobienia LARPa trwajacego 24h na dobe. Kielce by Night. (nic straszliwie orginalnego, podobne larpy funkcjonowaly juz wczesniej np w Toruniu czy Warszawie) w swiecie Wampira Maskarady. Poczatkowo zostalem przemieniony przez Gangrela (ale szybko zginalem, w wojnach o wladze z Sabatem i wewnatrzklanowych), pozwolono mi zagrac jeszcze raz. Tym razem zalozylismy Fundacje Tremere. No i sie dzialo. Wywrocilismy caly porzadek do gory nogami. (tzn Sabat zaczal, bo wszystkich niesamowicie pociagala wizja bycia tym zlym, i naruszylo to struktore sil). Ogolnie napuscilismy jednych na drugich, przeprowadzilismy pare rytualow (haha, nigdy nie zapomne min tych drechow ktorzy zaczepili nas w noc wszystkich swietych w okolicy cmentarza z pytaniem co tu robimy, jak pokazalismy z czym przyszlismy i co mamy zamiar odstawic... ), ktore sporo namieszaly.
Ogolnie jak poszedlem na studia to mi sie kompletnie urwal kontakt ze wszystkimi i zagralem pare razy w Neuroshime z jakas przygodnie spotkana druzyna i w zasadzie tyle. No nie, byla jeszcze krotka przegoda z Legenda Pieciu Kregow (czasy samurajow) Wkrecilem sie w mudy, erpegow troche przestalo mi brakowac. Teraz chwilowo wykrecilem sie z mudow, wkrecilem w mmorpgi. Ale to juz nie to samo jest.
AD&D tez jakos nie bardzo lubie. Prowadzilem kiedys sporo, ale grac w to nie lubie. Do systemow gier komputerowych sie nadaje, ale jak na granie ksiazkowe jest zdecydowanie zbyt malo realistyczne.